poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Nowości od turpis

Obiecałam kilka nowości :) i postaram się wypełnić to zobowiązanie, prezentując moje najnowsze torebki z filcu :)

Torebki są w stylu białych z kotem ale z zupełnie nowymi aplikacjami:
* czarna z szyfonowymi makami - maki są z opalanych płatków szyfonu, wykończone koralikami i gałązkami szytymi na maszynie :)


* kremowa z nafilcowanym drzewem z kwiatami. Dopiero przy tej pracy dojrzałam różnicę w wełnie do filcowania: jak filcuje się wełnę australijską a jak wełnę południowoamerykańską.



* kremowa z nafilcowanymi motylkami i haftowanymi "śladami" ich lotów :)



Torebki okazały się nie lada wyzwaniem dla moich nerwów i możliwości mojej maszyny. Filc jest 3/4mm, stabilizowany i bardzo trudno przeszyć 4 warstwy na maszynie :( właściwie to jest ... niemożliwe. Dlatego musiałam inaczej poradzić sobie z mocowaniem uchwytów i przymocowane są one od środka nitami.

Dużo czasu należy też przeznaczyć na pomalowanie i polakierowanie drewnianych uchwytów.

A to kilka pierwszych kopertówek:

- czarno - czarna z szamerunkiem
- czarno czerwona z wycinanym ornamentem
- bordowo - amarentowa z szyfonową różą (opisuję kolory bo zdjęcie nieco rozjaśniło barwy właściwe torebek)


A na koniec coś z drewna czyli moja kolekcja szczotek do włosów :)



Przypominam, że w zakładce targi, jarmarki i kiermasze wpisuję imprezy, na których można kupić moje prace :)

Zapraszam :)

wtorek, 5 sierpnia 2014

Grzybowo - czy to jeszcze wieś???

Mała, nadmorska miejscowość, według tablicy informacyjnej wieś ... Dla mnie zasługuje na miano małego miasteczka :) turystycznego. Piękna czysta plaża, przyjazna atmosfera :) Sporo willi i domów, które zamieszkują turyści, kilka miejsc zamkniętych w czasie (jakby czas zatrzymał się tam w latach 80-tych), dzielnica niemiecka na jej obrzeżach. Jest też przedszkole ale nie ma szkoły - tzn była ale od czasów wielkiej migracji Polaków do krajów zachodnich - straszy pustymi salami, powybijanymi szybami w oknach, obdrapanymi tynkami ... Kilka delikatesów, poczta i apteka - to naprawdę sporo jak na ... wieś :)



Ale ... pogoda dopisała i udało się sporo czasu spędzić na pięknej słonecznej plaży :) 


Niestety ja nie przepadam za kąpielami w zimnym Bałtyku (mój synek poszedł w ślady mamy :) zatem ograniczałam się do zanurzenia nóg do kolan :) Za to moje córki ... dzikie szaleństwo :)

Wybrzeże ma to do siebie, że i wieczorem spacery są czystą przyjemnością :)


 

Bardzo czyste plaże Grzybowa to jeden z uroków tej miejscowości, ale jest i minus tego uroku - nie ma muszelek!! a te które uda się znaleźć są jak na wagę złota :)



Podczas tego dosyć krótkiego wypoczynku zetknęłam się po raz pierwszy w życiu (a trochę tych lat już mam i nie jeden raz nad morzem spędzałam swoje wakacje) - nadmorska mgła. Przyznam szczerze, że kiedy wybraliśmy się na popołudniowy spacer ciarki miałam na plecach - niesamowite zjawisko ...




Całe szczęście mgła z czasem przesunęła się w stronę Kołobrzegu i widać było nieco więcej :)



Co do samego morza - jak już wspomniałam - dla mnie kąpiel nie do przerobienia. Za zimno ... Choć po jednym burzowym wieczorze spokojne dotychczas morze zmarszczyło się nieco, fale były nieco większe i woda stopień cieplejsza :)


Co można robić na wybrzeżu poza słonecznymi kąpielami na plaży i odmrażaniem sobie tego i owego w naszym morzu? Ano pojeździć czołgiem :) Nie, nie, ja nie :) Ale moi panowie (po prawo na zdjęciu) postanowili udawać załogę czterech pancernych bez psa i pojeździli sobie pojazdem opancerzonym po dawnym poligonie w Kołobrzegu.



Dla tych, których nie fascynuje broń palna w żadnej postaci była opcja rejsu "po Bałtyku". Dlaczego w "..." - bo wypływa się w morze na niewielką odległość od portu (tak, wiem, że to przepisy i granica), zawraca się i wpływa do doku, w którym na w miejscu robi się zawracanie i dopływa na miejsce startu. Kiedyś widziałam w Ustce albo Łebie okręt piracki, z fantastyczną dekoracją, głośną muzyką - tak, że aż ciarki przechodziły. Nasz też był piratem ale w nieco okrojonej wersji 



 Do wyboru była też Santa Maria i Wiking, a także okręt wojskowy. W sumie na koniec rejsu to nawet cieszyłam się, że wybraliśmy ten bo było gdzie się schować przed wiatrem.

Wśród oferty rejsów była też opcja wypływania na zachód słońca. My wybraliśmy się na zachód słońca w Grzybowie - było to jednocześnie tegoroczne pożegnanie z morzem :)




A teraz .... czas "wrócić na ziemię" i brać się do pracy - następne wakacje za rok :)

Co szykuję? Nowe filcowe torby, nowe piórniki (wszak to szkoła już niedługo) i może jakąś jesienną niespodziankę dla małych i dużych dam :)


sobota, 26 lipca 2014

Wakacje ...



Bardzo króciutkie a zarazem pewnie i długie - bo całe 6 dni nad naszym morzem :)

6 dni w spokojnym Grzybowie, żeby trochę nabrać dystansu, zregenerować siły i ... poszukać nowych inspiracji do pracy. 
Czy mi się uda? Czas pokarze :) 

Ale oczywiście będę zaglądać co słychać tu i tam i może "w trakcie" też się odezwę??

poniedziałek, 21 lipca 2014

Czy torebka musi być praktyczna???

Uchwyty ma, kieszonkę w środku ma, zapięcie na magnesik ma ... a że jest z białego filcu? Oj tam, oj tam :)

Zapoczątkowałam kolekcję torebek innych niż dotychczas, z drewnianymi uchwytami i ... z białego filcu. A to wszystko dlatego, że mam kilka metrów tej wspaniałej miękkiej i grubej włókniny, która czekała na swoje "5 minut" sławy. Może teraz właśnie przyszła ta chwila?







Pierwsza aplikacja została powielona, a jej pierwowzór był tutaj, a drugą szyłam po raz pierwszy. Szyłam ją w środku nocy, szykując się na "kiermaszowy" wyjazd do stolicy.

Po raz pierwszy gościłyśmy (ja i moja kiermaszowa wspólniczka) na targach w Warszawie, w galerii handlowej Blue City. Był to pierwszy nasz "występ" bardziej polegający na "wywiadzie" jak pracuje się w stolicy jak i przetarciu szlaków na wielkie wody. 


Jak było? Dosyć pusto, w końcu to wakacje i mało kto zagląda do marketów ... Ale, "pierwsze koty za płoty", miejmy nadzieję, że następny raz będzie ciekawszy :)



P.S.
Pierwsza z pokazanych torebek znalazła już właściciela w W-wie, mam nadzieję, że druga z nich też szybko do kogoś trafi :)

czwartek, 10 lipca 2014

Le Petit Marseillais

Wiecie albo i jeszcze nie, że fascynuje mnie jęz. francuski. Cóż za zbieg okoliczności, że w ostatnim czasie zostałam "ambasadorką" kosmetyków Le Petit Marseillais i otrzymałam paczuszkę kosmetyków (żel pod prysznic i mleczko do ciała) dla siebie jak i znajomych do testowania. Pięknie opakowane kosmetyki już na dzień dobry zachęcają do ich używania.




Osobiście już używałam i żelu i mleczka i ... jestem zachwycona :) Jak dotąd wierna Dove łamię się na poczet tych nowości :)
Próbki nie są do sprzedaży więc dane będzie mi tylko obdarować tych, z którymi mam kontakt bezpośredni. Mimo wszystko polecam wypróbowanie któregoś z żeli pod prysznic czy mleczka w bardzo bogatej gamie zapachowej jak i właściwościach pielęgnacyjnych.

Życzę miłego dnia a ja zabieram się do szycia toreb z sowami :)

wtorek, 8 lipca 2014

Koń w roli głównej

Co weekendowe wyjazdy na wszelkiego typu kiermasze czy jarmarki jest bardzo męczące. No może nie byłoby aż tak gdyby człowiek się tylko skupiał na samych wyjazdach. Ale pozostała część tygodnia służy do tego aby do tego wyjazdu się przygotować - przede wszystkim "zatowarować".  
Na jednym z takich wyjazdów trafiłam do stajni Gajewniki. Niestety zdjęć z samego miejsca mam nie wiele ale po raz pierwszy miałam okazję być "twarzą w twarz" z tymi fantastycznymi zwierzętami.


Kiedy dojechałam na miejsce z koleżanką, zamiast wziąć się do urządzenia stoiska i rozkładania namiotu usiadłyśmy na widowni i oczarowane widokiem zapomniałyśmy o całym świecie. 

Mój strach malał a uwielbienie rosło kiedy na pobliskim padoku wyprowadzane były konie na rozgrzewkę przed zawodami lub tak po prostu na rozruszanie (tak myślę). Serce wypełniło się miłością do tych zwierzaków po brzegi kiedy ... dotknęłam jednego z nich :) Tego się nie da opisać :) Ciepłe, gładkie, piękne ...



Przy okazji podziwiania dowiedziałyśmy się m.in. jaka jest różnica między stajnią a stadniną i że konie noszą kalosze :))

Trochę z miłości a trochę z potrzeby stworzyłam kilka prac decoupage, choć mam nadzieję, że i w dziedzinie szycia stworzę coś z konikiem w tle :)

Powstało pudełko na dokumenty A4 lub bardzo duża szkatułka :)



 Jest też i mniejsza wersja zamykana na kluczyk


i bez kluczyka :)



Konewkowe szaleństwo również i tu zagościło czyli powstała konewka z dzikimi mustangami :)



Na koniec jeszcze nie polakierowana szczotka do włosów :)




I jeszcze jedno pudełko ale już w innej tonacji i z innej "bajki" ...

Paris, Paris  ...


Czy wino "podane" w takiej oprawie będzie miało lepszy smak? Czy przywoła wyjątkowe wspomnienia? Kto wie ...